ENDURO TROPHY Brenna – relacja

ET Brenna, OS4

ET Brenna, OS4

Za nami czwarta, przedostatnia w tym sezonie, edycja Enduro Trophy. Zapowiedź ścigu dumnie określała ją, jako słynącą z dobrej pogody, rewelacyjnej frekwencji i najlepszych imprez na zakończenie. I chyba nikt z biorących udział w tej edycji nie może zakwestionować tych słów.

Sto czternaście osób. Dokładnie tyle stawiło się na start pierwszego odcinka specjalnego. Tym samym, został pobity zeszłoroczny rekord frekwencji. Do podjazdu, będącego pierwszym odcinkiem rwało się 109 żądnych adrenaliny mężczyzn i 5 pań. To wciąż niewiele, jednak pojawiły się wśród nich nowe twarze – w tym dwa wyjątkowo udane debiuty – dlatego liczymy, że w kolejnych edycjach będzie coraz lepiej. W końcu bomba poszła w górę i pierwsi zawodnicy ruszyli walczyć z grawitacją i niezbyt przyjazną nawierzchnią. Podjazd był stosunkowo długi, najlepsi dawali z siebie wszystko przez blisko 7 minut aby go pokonać.

Tuż za metą pierwszego odcinka znajdował się start kolejnego – tym razem zjazdowego. Uznawany już za kultowy, szlak harcerski dostarczył znów niesamowitych wrażeń. Z pozoru łatwy i szybki, jednak potrafiący wciąż w kilku miejscach zaskoczyć. To tutaj pojawiły się pierwsze spotkania z ziemią, czy pierwsze awarie sprzętu – w tym chyba najbardziej pechowa w całej historii ET – pęknięty amortyzator. Na szczęście Beskid Śląski okazał się dość łaskawy – tylko siedem osób z różnych przyczyn nie zdołało ukończyć wyścigu.

Po krótkiej, choć treściwej dojazdówce zaczynał się kolejny, trzeci już odcinek specjalny – trawers. Mimo, że zaliczany to kategorii podjazdów, organizatorzy poprowadzili go tak, że w większości był zjazdem – łagodnie opadającym, trawersującym zbocze góry singletrackiem. Jak stwierdził jeden z zawodników „tam tak naprawdę było można się przekonać jak człowiek umie jeździć”. Wąska ścieżka przecinająca rozmoknięte na wskutek przewalających się dzień wcześniej burz zbocza była przyjazna jedynie dla posiadaczy najmocniejszej łydki i najlepiej kontrolujących rower poruszający się w bezustannym poślizgu.

"Tam gdzie krzaki, korzenie, największe dziadostwo" - OS3

"Tam gdzie krzaki, korzenie, największe dziadostwo" - OS3

Za trawersem na zawodników czekała najdłuższa i najmniej przyjemna dojazdówka. Jedna z tych, które skłaniają do głębszych refleksji nad własnym życiem. Solidna dawka podjazdów i pchania w ostrym słońcu. Pot zalewa oczy. Nogi, przyzwyczajone bardziej do kręcenia pedałami niż do stromych podejść, pieką. Nawet rozmawiać z kolegami się już nie chce. W głowie pomału zaczynają plątać się myśli – jeszcze tylko dwa odcinki i koniec tej mordęgi…

Czwarty OS to także bardzo charakterystyczny dla edycji w Brennej zjazd. Pieszczotliwie nazywany „strumykiem” zaczyna się faktycznie dość przyjemnie – ot, szybki, prosty singielek przez las. Potem minimalna ilość szerszej drogi, ostry zakręt i robi się zupełnie sielankowo – niemalże zupełnie gładki singletrack wśród wysokich traw. Flow w czystej postaci. Jednak wszystko co dobre szybko się kończy, po ostrym nawrocie w prawo trasa prowadzi wprost… w koryto strumienia. Trudności gwałtownie rosną, zamiast gładkiego singla pod kołami  przelatuje wysypana kamieniami rynna. Dodatkowo, sporo zależy tu od natury – w zeszłym roku strumień był niemalże wyschnięty, tym razem wśród kamieni wesoło chlupotała spora ilość wody…

OS4, "Strumyk"

OS4, "Strumyk"

Ostatnia dojazdówka to solidna porcja pchania, jednak dzięki temu dość szybko można znaleźć się na grzbiecie Grabowa – Horzelica. Tutaj droga łagodnie faluje, a widoki, w szczególności przy zachodzącym słońcu, na długo zapadają w pamięci. Warto przejechać ten odcinek nieco spokojniej, by nasycić oczy pięknem gór. O solidną dawkę adrenaliny tak czy siak zadba piąty odcinek specjalny – zjazd z Horzelicy do Brennej. Szeroka, w miarę gładka droga oraz ukształtowanie terenu pozwalają na rozwinięcie naprawdę sporych prędkości i oderwanie się w kilku miejscach od ziemi. Końcówka to wąski singiel w lesie, kilka sekund zjazdu stokiem narciarskim i kolejne kilkanaście typowej, beskidzkiej rąbanki po sporych kamieniach. Meta. Można rozmasować nadgarstki.

W bazie zawodów zimne piwko i ciepły posiłek dla każdego startującego, niedługo po tym dekoracja zwycięzców. Tradycyjnie, na początek kobiety – wśród nich bezkonkurencyjna okazała się debiutująca w Brennej w serii Enduro Trophy Dorota Juranek, która uplasowała się przed również startującą w ET po raz pierwszy Karoliną Kulik-Trzebeniak oraz stałą już bywalczynią podium – Beatą Bembenek. Wśród mężczyzn, w kategorii podjazdów zwyciężył Marcin Motyka, drugie miejsce wywalczył Mariusz Bryja, na najniższym stopniu podium uplasował się Szymon Sikora. W zjazdach najlepszy był Tomek Dębiec, któremu po piętach deptał (tylko 4 sekundy straty!) Kuba Jonkisz. Trzecie miejsce przypadło w udziale Brianowi, czyli Mariuszowi Bryji. W klasyfikacji generalnej, po raz pierwszy w historii ET, pierwsze miejsce przypadło dwóm osobom – Identyczną ilość punktów za miejsca na poszczególnych odcinkach uzyskali Mariusz Bryja i Kuba Jonkisz. Srebro zawisło na szyi Tomka Dębca, brąz powędrował do Marcina Motyki.

Oprócz trofeów sportowych, zwycięzcy otrzymali też upominki od sponsorów, sporo fantów zostało też rozlosowanych wśród wszystkich uczestników. Podziękowania należą się dla firm Endura, Total Bikes oraz Misfit. Dziękujemy także gminie Brenna, która jest bardzo przyjaźnie nastawiona do rowerzystów, oraz Hotelowi Kotarz gdzie mieściła się baza zawodów.

Zwycięzcy

Zwycięzcy

Gdy wszystkie nagrody zostały rozdane a organizatorzy pogratulowali zwycięzcom i podziękowali wszystkim którym należało podziękować, wszyscy rozeszli się do swoich pokoi, aby odpocząć. WRÓĆ! Taki scenariusz nie ma prawa zaistnieć na żadnej z edycji Enduro Trophy. Jeszcze nie wybrzmiał dobrze głos organizatora, a zaczęła się, jak na Brenną przystało, naprawdę gruba impreza, którą najwytrwalsi zakończyli dopiero gdy na zewnątrz było całkiem jasno.

Przedostatnia edycja dobiegła końca. Wielki finał Enduro Trophy 2011 już 17 września  w Krynicy – serdecznie zapraszamy. Właśnie tam wylosujemy szczęśliwca który stanie się posiadaczem ramy Nicolai Helius AM, spośród wszystkich którzy startowali w przynajmniej trzech spośród czterech edycji ET – w Bielsku, Świeradowie, Brennej i Krynicy. Chyba nie trzeba przekonywać, że warto się tam pojawić?

Pełne wyniki ET Brenna: http://www.horizonfive.com/vault/brenna_et_11.zip

 

 

 

Zapraszamy do dzielenia się swoimi przemyśleniami na temat zawodów:

 

– na naszym fanpage na facebooku:

http://www.facebook.com/pages/EMTB-Enduro-Trophy/135404709808575

 

– na forum EMTB.pl:

http://emtb.pl/forumo/forum-44-page-1.html

 

– na forum organizatora: http://horizonfive.com/index.php?option=com_fireboard&Itemid=89&func=showcat&catid=16