ENDURO TROPHY Świeradów-Zdrój – relacja

ET Świeradów-Zdrój

ET Świeradów-Zdrój

Jeśli budzik dzwoni o godzinie 3:30 w sobotę to wiedz, że… czas jechać na Enduro Trophy! Tym razem krakowski odłam Born To Roam w postaci mojej i Zdana postanowił  stawić się w oddalonym o ponad 400 km Świeradowie-Zdroju, aby pojeździć w tych raczej egzotycznych dla nas terenach. Mój start w zeszłorocznej edycji świeradowskiego ET zapamiętałem jako bardzo męczącą przeprawę po solidnych, technicznych ścieżkach, których specyfika jest trochę inna niż w dobrze nam znanych Beskidach.

Start zawodów mieścił się przy dolnej stacji kolejki gondolowej na Stóg Izerski. Po krótkiej odprawie wszyscy ruszyli dojazdówką na start pierwszego OS’u. Żar lejący się z nieba nie pomagał w mozolnym zdobywaniu wysokości, natomiast wróżył jedno – warunki na trasie będą bardzo dobre.OS 1 – zjazdowy, startował przy górnej stacji kolejki gondolowej na Stogu Izerskim i na początku prowadził czerwonym szlakiem pieszym, aby później odbić w nieoznaczone ścieżki i zakończyć się w Świeradowie. Już na początku coś innego niż zazwyczaj w Beskidach – duuuużo kamieni, ale tym razem są w większości przymocowane do podłoża! Średnio nachylony zjazd pozwalał zachować przyzwoitą prędkość jednocześnie wysysając siły z rąk i nóg na intensywnym podłożu. Druga część, trochę spokojniejsza również nie dawała odpocząć, masa zakrętów, lekki podjazd, ciśnięcie na końcowych agrafkach… wreszcie „piknięcie” czytnika na mecie. Nudno nie było nawet przez ułamek sekundy. Zresztą co tu dużo mówić – ten OS mnie prawie zamordował, pieczenie w klatce piersiowej na mecie długo nie dawało mi się podnieść  (A moje uda przez naprawdę długą chwilę były jak z waty… – przyp. Zdan).

ET Świeradów-Zdrój

ET Świeradów-Zdrój

OS 2 – podjazdowy, był wytyczony znów w okolicach Stogu Izerskiego, tym razem po szlakach żółtym/zielonym w stronę Smreka. Długa dojazdówka nie pozwalała wystygnąć mięśniom (w naszym przypadku dojazd na start OS 2 to w ogóle osobna historia. Patrząc na tempo jakie mieliśmy i ile sobie roboty dołożyliśmy, można rzecz, że był to dla nas dodatkowy OS ;) – przyp. Zdan), a sam OS? Szeroka droga również usłana dywanem kamieni, które wymagały pewnej techniki podjeżdżania. Do tego przyzwoite nachylenie, które pozwalało cały czas kręcić nie wypluwając płuc. Co ciekawe OS podjazdowy kończył się lekkim zjazdem, też fajnie. Kolejny świetny OS, dający kupę satysfakcji z jazdy.

Start do OSu 3 – zjazdowego, znajdował się w tym samym miejscu co meta OSu nr 2. Zastanawiałem się jak go określić jakimś jednym oddającym go słowem i w sumie pasuje tylko jedno – RZEŹNIA. Tak, wielkimi, drukowanymi literami. Prowadzący zielonym szlakiem pieszym od Smreka w stronę Czerniawy, OS zaczynał się niewinną, lekko nachyloną, prostą ścieżką pośród traw, aby po kilkuset metrach stopniowo przejść w coraz bardziej stromą, kamienną rynnę. Żeby zaznać chociaż trochę typowych dla ET warunków przed samą rynną znajdował się kilkudziesięciometrowy odcinek rozjeżdżonego, bagnistego błocka. Jak już na dobre zaczęły się kamienie tak nie kończyły się aż do mety. Kluczem do pokonania tego OSu było obranie prawidłowej linii przejazdu i zachowanie prędkości przy jednoczesnym płynnym pokonywaniu niekończących się kamieni. Brak jednego lub drugiego kończył się nieuniknionym lotem. Ciągłe lawirowanie, przejazdy z lewej strony na prawą swoistej ścieżko-rynny i tylko łup-łup-łup. Na mecie człowiek myślał „co to kurde było”? Zero wywrotek i w zasadzie czysty przejazd w tym przypadku to było chyba więcej niż dobry czas na mecie (tak się pocieszam :) (Ja tym razem nie zaznałem ani jednego, ani drugiego, więc pozostaje mi wierzyć Kashy, że zjechanie całego OSu w dobrym stylu było ważniejsze ;) – przyp. Zdan). Jednak dać innej oceny niż piątka w tym przypadku również nie przystoi.

ET Świeradów-Zdrój

ET Świeradów-Zdrój

Dojazdówka do OSu 4 – trawersu – nie była długa, za to prowadząca częściowo krótkim, ciekawym zjazdem, który mógłby być fragmentem odcinka zjazdowego. Sam OS prowadził zielonym szlakiem pomiędzy Czerniawą a Świeradowem. Najspokojniejszy ze wszystkich OSów, z praktycznie zerową obecnością kamieni był miłą, lecz przy tym wcale nie nudną, odmianą. Jeśli ktoś miał jeszcze zapas siły w nogach to prowadząca to w górę to w dół płynna ścieżka umożliwiała nadrobienie kilku oczek w generalce bez tracenia plomb w zębach :) Meta wyznaczona na asfalcie tuż po zjeździe krótkimi schodkami obfitowała w efektowne dohamowania, mimowolne piwoty na przednim kole i podnosiła adrenalinę także organizatorowi sczytującemu numery startowe.

OS 5 – zjazdowy, prowadził niebieskim szlakiem ze szczytu Sępiej Góry znajdującej się po przeciwnej do Stogu Izerskiego stronie Świeradowa. Męczący, lawirujący skąpanymi w słońcu serpentynami dojazd do OSu na szczęście był ostatnim. OS był wg mnie najłatwiejszy ze wszystkich zjazdowych, co nie oznacza oczywiście, że należał do prostych. Główną rolę grały znane już wcześniej kamienie i korzenie w dużych ilościach, po różne progi i uskoki. Nachylenie nie było duże, więc w przypadku dohamowania przed większą przeszkodą trzeba było się nieco nagimnastykować aby ją pokonać. Na szczęście były też spokojniejsze fragmenty gdzie zmęczone kończyny mogły odetchnąć. Jak się już złapało flow można było pruć przed siebie z rzadka naciskając klamki hamulcowe. Pod koniec odcinka zabezpieczający imprezę panowie z GOPRu kierowali na lepszą linię. Podobno nie mieli specjalnie zajęcia na całych zawodach, co cieszy biorąc pod uwagę stopień trudności i ilość startujących osób.

ET Świeradów-Zdrój

ET Świeradów-Zdrój

Zakończenie zawodów, ogłoszenie wyników i rozdanie nagród tradycyjnie przebiegło w luźnej, wesołej atmosferze. W klasyfikacji podjazdowej zwycięzcą okazał się Marcin Motyka, drugie miejsce zajął, z niecałą minutą straty do zwycięzcy, Kuba Siudut. Trzeci w podjazdach był Mariusz Bryja. W klasyfikacji zjazdowej bezkonkurencyjny okazał się Tomek Dębiec – na każdym odcinku zjazdowym wykręcał najlepszy czas! Drugie miejsce wywalczył Michał Szade, najniższy stopień podium przypadł w udziale Marcinowi Motyce. W klasyfikacji generalnej zwyciężył Marcin Motyka, drugi był Tomek Dębiec, a trzeci Jan Landa – mimo, że nie zdobył medalu w żadnej z podrzędnych kategorii, to jednak równą jazdą wywalczył brąz w generalce. Wśród pań (a startowało ich aż pięć w tej edycji!) zwyciężyła Agnieszka Balcerek, pokonując Agatę Stamm i Beatę Bembenek. Dodatkowo, zgodnie z zapowiedziami, Wojtek Koniuszewski z Total Bikes ufundował szkolenie na obozie rowerowym dla zawodników zajmujących ex aequo 50 miejsce – a byli to Agata Stamm i Mariusz „Vasya” Gaweł.  Na koniec wśród wszystkich uczestników zawodów rozlosowano nagrody ufundowane przez sponsorów – akcesoria firmy RRP, kaski Urge oraz damper firmy Elka ufundowany przez władze Świeradowa.

Brawa dla organizatorów za super zawody, wytyczenie świetnej trasy i rewelacyjnego pieczonego świniaka na koniec :)

OS nr 6, czyli afterparty był podobno bardzo intensywny jednak z uwagi na sporą odległość dzielącą bazę zawodów od naszej kwatery nie braliśmy w nim udziału.

Przedstawicielstwo Born To Roam może nie zdobyło najwyższych miejsc, za to zakończyło zawody z uśmiechami od ucha do ucha :) Bez strat na ciele, z drobnymi stratami na sprzęcie (Hej że, hola, wgniot w mojej ramie zasługuje na więcej, niż „drobna strata” ;)  – przyp. Zdan). Na drugi dzień wybraliśmy się na polecany przez innych szlak po czeskiej stronie i kawałek singletracka pod Smrekiem, ale to temat na inne opowiadanie (Ha, tutaj to dopiero był OS zjazdowy! – przyp. Zdan). Żałować tylko, że te tam jest taki szmat drogi z Krakowa (A szczególnie zaczęliśmy żałować tej dużej odległości po podliczeniu kosztów benzyny ;)  – przyp. Zdan)

 

Tekst: Bartłomiej Kaszyński, Piotr Zdanecki
Opracowanie: Dariusz Dziadek